chlip.pl
zapiski
konfabulacje
fiszki
felietony
recenzje
fotografie
o..
kontakt
szukaj:

piotr.chlipalski
© 1996 - 2010
Przeglądasz teksty w kategorii: konfabulacje
verte »
« verte


Duch
konfabulacja, 20 grudnia 2003 r.

Duch Świąt Bożego Narodzenia wprost nie mógł się doczekać ich nadejścia. Z roku na rok jego praca była coraz to łatwiejsza -- mógł niemal przysiąc, że rzeczy dzieją się same. Jemu pozostało jedynie firmować całe to zdarzenie swoim nazwiskiem, z głębokiego fotela obserwując, czy przypadkiem Nieprzyjaciel nie próbuje wszystkiego, jak co roku, popsuć.

W kwestii popularności, jak na istotę mocno abstrakcyjną, miał nie lada szczęście. Raz do roku mówiły o nim wszystkie media w posiadającej przynajmniej blade pojęcie o chrześcijaństwie części świata, a w jej bogatszej cząstce już w tydzień po Zaduszkach rozpoczynał się wielki Show -- jego Show.

Wszędzie roiło się od uśmiechniętych staruszków w czerwonych kubraczkach, miasta przystrajano w tysiące kiczowatych lampionów, na co drugiej wystawie zaczaiła się choinka. Dziennikarze, na co dzień szuje i gorliwie praktykujący rozpustnicy, odgrzewali najcieplejsze uśmiechy, dokopywali się z roku na rok coraz to bardziej rzewnych historii, i ni stąd ni zowąd interesowali się losem pokrzywdzonych bliźnich -- na te parę dni stając się ostoją mocno naciąganych: ciepła, serdeczności i empatii.

Fakt, nie mieli pojęcia, jak ma na imię, ponieważ jednak w Firmie za Boże Narodzenie odpowiedzialny był tylko on -- wiedział, że ktokolwiek mówi o przedświątecznej atmosferze -- ma na myśli dzieło jego wydziału. Ah, pozostawała jeszcze kwestia interpretacji jego zadania -- ludzie nie do końca zrozumieli, co tak naprawdę znaczy «świąteczna atmosfera» w jego wydaniu..

Był jednym ze Zbuntowanych, w czołówce Strąconych, w pierwszym szeregu Odrzuconych. To on argumentował przeciwko Wcieleniu i wraz z Niosącym Światło odmówił służby istocie (w zestawieniu chociażby z nim samym) tak absurdalnie prymitywnej. Dlatego tym chętniej obrał sobie za cel Pamiątkę Wcielenia.

W ubiegłych wiekach musiał się nie lada nabiegać. Znaleźć armię rozpustnych kolędników, dzięki którym adwentowe przygotowania dziewek raz po raz obracały się w niwecz. Zasiać ferment w każdym domu, w każdej chałupce z osobna -- rozsypywać mąkę, przypalać ciasta, tłuc bombki, przewracać choinki.. Do tego wszystkie te cielące się nie w porę krowy, przypadkowe pożary, nieszczęśliwe wypadki, czy wreszcie Ci biedni zalani, nomen omen, w trupa -- z braku rodziny, braku Świątecznej Atmosfery.

Apogeum Narodzenia przez wieki kosztowało go tyle zdrowia, że dopiero w okolicach września wracał do pełnej formy. Choć, musiał przyznać, większość jego pomysłów doskonale się sprawdziła: weźmy wigilijny post -- ludzie głodni tak łatwo wpadają w irytację; w ślad za nim wyszukane potrawy: dwanaście, dwadzieścia cztery -- i zamiast dzielić się z ubogimi -- cudna Ceremonia Obowiązkowego Obżarstwa («Kochanie, musisz spróbować wszystkich potraw, taka tradycja!»); a na koniec ów, wiecznie pusty, talerz -- w konfrontacji z tłumem odprawionych żebraków («Darmozjady!») -- po prostu majstersztyk!

Jednak w tym roku pozostały mu już tylko rutynowe działania kosmetyczne. Na początek -- wypuścić kilku świeżo upieczonych kierowców, ze dwóch Staruszków W Czapce i mocno rozhisteryzowaną Księgową w sam środek samochodowej dżungli; po dwóch skacowanych kasjerów na supermarket załatwia sprawę zakupów; do tego, tradycyjnie już: przeciążona sieć telekomunikacyjna i stado wrednych szefów, co to każą zostać po godzinach, śliski chodnik, popsuta winda i teściowa, co znów zapomniała zadzwonić, że przyjedzie tydzień wcześniej..

«I oby ten szczególny Duch Świąt pozostał wśród nas przez cały rok..»

/z serii: Konfabulacje Czwartkowe
dla pinakoteka.com/

verte »
« verte