chlip.pl
zapiski
konfabulacje
fiszki
felietony
recenzje
fotografie
o..
kontakt
szukaj:

piotr.chlipalski
© 1996 - 2010
Przegl±dasz teksty w kategorii: felietony
gar oczywistoci
felieton, 1 lipca 2009 r.

bo widzisz, ty już to wszystko wiesz. wiesz, że kto stoi w miejscu, ten właściwie się cofa. że bez pracy nie ma kołaczy, i że samo się raczej nie zrobi. wiesz, że ci, których prace oglądasz, choć może to bolesny banał, że pewnego dnia ruszyli z miejsca i tak już im zostało. że to tak naprawdę takie proste. ot, wystartować i nie pozwolić samemu sobie się zatrzymać.

najprościej jest oglądać. zaglądać przez ramię, czytać, jak to było z nimi. jak to się stało, że są tam, gdzie są, że robią takie niesamowite rzeczy. inspirować się, budować w sobie wiarę, że to tuż, za zakrętem, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie.. co więcej, nigdy dotąd nie było to aż tak proste – ilość dostępnych materiałów: wiedzy, porad, zdjęć, sprzętu.. masz tę dobijającą świadomość, że żadna wymówka tu nie pomoże. w ciągu minuty na flickr.com pojawia się parę tysięcy zdjęć. chwila z Google, a wszystkie bolączki sprzętowe, techniczne – cała ta dotąd tajemna wiedza, kawa na ławę, prostymi słowy, od zwyczajnych ludzi, na twoim biurku..

więc siadasz i oglądasz. zdjęcie za zdjęciem, fotograf za fotografem. kolekcjonujesz tych, do których ci blisko, którzy myślą o fotografii podobnie, których napędzają podobne tęsknoty; czytasz, zaczynasz myśleć o tym, co widzisz. dlaczego tak, jakim sposobem, co tak naprawdę cię w tym, czy innym obrazku urzeka, co sprawia, że jest szczególny. wreszcie ten trudny moment – czy potrafiłbyś tak samo? czego potrzeba, byś tak potrafił? czego, byś chociaż spróbował..

trafiasz na projekty. 365 dni, jedno zdjęcie dziennie. i widzisz rozwój. widzisz, jak «konieczność» zmienia tego czy innego. jak z zupełnie zwyczajnych, czasem nudnych, przez konsekwentne szukanie, z dnia na dzień zaczyna robić coraz lepsze zdjęcia. jak po stu dniach jest już naprawdę dobry – zabawa światłem, formą, znajdowanie tematów we własnych czterech ścianach, eksperymenty.

albo stu nieznajomych. taki prosty pomysł. chyba trochę bardziej społeczny, niż fotograficzny. łapiesz stu obcych ci ludzi, na ulicy, w pociągu, tam, gdzie akurat jesteś. może jednego dziennie, może co parę dni, kilku pod rząd. ważne, żeby byli zupełnie obcy, ważne byś do nich podszedł, zagadnął, dostał zgodę na zdjęcie, na jego publikację w sieci, porozmawiał. przy pierwszych trzech, czterech, jest ciężko, jakoś tak dziwnie.. a potem nagle okazuje się, że to takie proste, portret za portretem, osoba za osobą. i nagle każda twarz jest inna, każda ma coś w sobie. za każdą kryje się historia.

to może tematycznie? niebieski poniedziałek, malownicze «bokeh» w środę, czarno-biały piątek; coś czerwonego, coś o uśmiechu, bólu, miłości. i, zaskakujące, co trzecia mijana osoba ma czapkę, co piąta kobieta zdaje się oczekiwać dziecka, aż roi się od dziewczynek z warkoczykami i starszych panów z parasolem – wystarczyło parę dni, a nauczyłeś się patrzeć na nowo.

i chyba ważna jest publiczność, w końcu to przede wszystkim dla tych, jakkolwiek by definiować tę grupę, którzy będą je oglądać – być może. czekać na kolejny pomysł, kolejną odsłonę. i znów, przecież to takie proste, świadomość, że czekają, że ktoś tam, raz na jakiś czas, sprawdzi, jak ci idzie, motywuje, dodaje sił.

wystarczy zacząć.. nie czekać z 365 na pierwszego stycznia, nie czekać na idealnego nieznajomego, rozejrzeć się po pokoju i zacząć eksploatować pierwszy napotkany temat. krok po kroku, dzień po dniu..

ale przecież ty to wszystko już wiesz, wiedziałeś zanim zacząłeś czytać.. więc? to dziś, prawda? tak zwyczajnie dziś.

nareszcie.

/dla PokochajFotografie.pl 03|2009/

są takie fotografie, co do których masz niemal pewność, że byłyby zdjęciami życia. bo przyszło ci być właśnie w tym miejscu, o tym czasie, tam, gdzie działy się sprawy tak malownicze, tak niesamowite, w idealnym, niemal magicznym oświetleniu, z tymi nieprawdopodobnymi ludźmi w pierwszym, drugim, trzecim planie. albo bez konkretnych ludzi – to ten klimat chwili, który aż prosił się o.. aparat, którego wtedy nie było.

i pewnego dnia może uda się to powtórzyć, być może, bazując na wspomnieniu tej chwili – odtworzyć, szukając czegoś podobnego, ale gdzieś tam pozostaje świadomość, że to był właśnie ten moment. i na nic tłumaczenie sobie, że tam, gdzie nas nie ma, zawsze jest lepiej, że to tylko marzenie, przez swą niespełnialność tak trwałe. to była właśnie ta fotografia – potrafisz opisać każdy detal, niuans, widzisz ją tak wyraźnie..

to ten staruszek o spracowanych dłoniach, ta dziewczyna, gdzieś na końcu świata, w zapomnianym kościółku, która wtedy, w tym miejscu, w tym świetle, tak bardzo przypominała anioła. ten poranek, gdy powietrze tak przejrzyste, że cokolwiek wpadłoby w obiektyw, byłoby wtedy tak nadrealne, tak..

są takie, które wiesz, że byłyby równie niesamowite, bo czas, bo miejsce, warunki i tym razem nawet sprzęt, który.. zawiódł. który, być może, nie dotrwał do momentu wydobycia z niego tych niesamowitości – bo utonął, bo usterka, bo może skończył się film, karta, bo bateria..

i te, które, gdy sprawny sprzęt, gdy miejsce i czas, ale przez szacunek, przez poczucie świętości, czyjejś intymności, nigdy się nie wydarzyły. gdy zadrżał palec, bo ktoś spojrzeniem, gestem, dał do zrozumienia, że go to zrani, że.. ukradnie kawałek duszy? i odchodzisz ze świadomością, że być może byłyby one niesamowite, być może wzruszałyby do łez, a świat poklepywałby cię po ramieniu z rosnącym podziwem, ale ten uśmiech, może pełne zrozumienia, smutne spojrzenie, to niewypowiedziane «dziękuję» jest cenniejsze, ważniejsze.

to ta łysa mniszka, gdzieś w koreańskim metrze, z której emanowała cała radość świata – figlarna staruszka o dziecięcych oczach, która tylko raz stanowczo pokręciła głową. to ten rozpaczający mężczyzna, wtedy, gdy nikt nic nie mógł już zrobić, gdy było za późno..

wreszcie fotografie, których intymność zobowiązuje do jej zachowania; obrazy których poza tobą i tymi, którzy na nich, nikt nie zobaczy. może jej zaawansowana ciąża, a może ich wspólny akt, taki na pamiątkę – do oglądania po latach, gdy ciało już nie tak prężne – do wspomnień ze staruszką żoną, na, już też nie tak młodej, sofie.

na koniec – te najzwyczajniejsze, co do których tylko wy wiecie, dlaczego – co w nich tak niesamowitego. w przypadku których, gdyby je nawet ktoś znalazł – nie wiedziałby, że dotyka czegoś świętego. te, które nabierają czaru właśnie dlatego, że są tylko wasze, że światu od nich wara.

a, tak. są jeszcze te, które po prostu nie wyszły. bo gorączka, bo zły dzień, bo nieuwaga, bo to przecież taki przedszkolny błąd. miało być tak magicznie, a teraz nawet godziny obróbki nie są w stanie tego uratować. o tych jakoś ciężko snuć historie, no chyba, że dla pocieszenia maluczkich, przy piwie, na słowo harcerza, że nikomu ani mru mru, bo przecież takim zawodowcom, jak ty to się nie przytrafia..

są takie fotografie – te nikomu nie pokazane, te nigdy nie zrobione – tak bardzo twoje, a jednak dla świata nie istniejące. najcenniejsze?

/dla PokochajFotografie.pl 02|2009/

Partyjka?
felieton, 4 listopada 2003 r.

Nie tak dawno temu nard zmierzy sobie IQ i od tego pamitnego dnia ssiad patrzy na mnie z nieukrywan wyszoci, mamroczc trzycyfrow (jak mniemam) liczb pod nosem.

A oto pan Goleman lat temu ze dwadziecia porwna IQ yciowych porakowiczw z takowymi szczliwcami i, by zlikwidowa dysonans, jak si w nim z tej okazji wytworzy -- wymyli inteligencj emocjonaln. Bo oto okazao si, e nie stosunek wieku psychicznego do wieku cielesnego razy sto procent si liczy, ale sposb, w jaki to swoje ukochane IQ potrafisz wykorzysta.

A poniewa w rankingach najinteligentniejszych czsto pojawia si pewien radziecki szachista -- taka mi si analogia uknua: ot, gdyby mierzy ludzi miar szedziesicioczteropolowej planszy..

Mamy takich, co to potrafi sto posuni do przodu przewidzie, przygotowa warianty obrony, ataku, wiedzie, co zrobi przeciwnik, nim ten na jakikolwiek pomys wpadnie. C jednak z tego, gdy widz wsko, dwu-, trzypolowymi pasami i nie potrafi tego w zgrabn cao poczy?

S Ci, co maj ogld caej szachownicy. Z jej zalenociami, zagroeniami, moliwymi do wykorzystania okazjami -- brak im jednak wadzy kombinowania -- przewiduj jedno, dwa posunicia, cho z t przewag, e ju dla kadej figury na planszy.

S i tacy, co wykuli almanachy szachowe, znaj wszystkie rozgrywki, wyniki partii, ich przebiegi, nazwiska i yciorysy mistrzw, sposoby treningu, sowem -- szachowi erudyci. I przy dobrym wietrze, bez wikszego wysiku, sigajc jedynie w odpowiedni obszar pamici -- wygrywaj «cytatem» z ktrego z dawnych mistrzw.

Wariantw oczywicie jest wicej, nadto mamy niezliczon ilo kombinacji, i tak: roi si od przewidujcych pidziesit posuni na poowie planszy; dwadziecia posuni na caej, ze znajomoci wszystkich rozgrywek na Kubie; samoukw ogarniajcych ca plansz, ze stu posuniciami w kieszeni -- wietnych graczy, do momentu, gdy stawka nie stanie si niebezpiecznie wysoka (to ci, co w zaciszu domowej kuchni ogrywaj superkomputery, a ju na miejskim poziomie przegrywaj nerwowo ze sabeuszami); genialnych doradcw, gdy gra kto inny; graczy ofensywnych, defensywnych, panikarzy, flegmatykw; tych co w zespoach, tych co zawsze solo..

S wreszcie i ci, co ani zasad dobrze nie znaj, ani za bardzo ich do caego tego szachowego interesu nie cignie. Od czasu do czasu, niemal bez przygotowania, cho z zapaem i arliwoci, popchn jakiego pionka, wie przesun, zachwyc si urod krlowej, harmoni szachownicy, przelizgn za plecami Krla, a e los sprzyja lekkoduchom -- wychodz na tym cakiem niele..

..ssiedzie.

-- Tato, co trzeba zrobi, eby mie seks?
-- Musisz kupi najdroszy samochd, zabra j do najbardziej ekskluzywnej restauracji, wybra najbardziej wyszukane dania, najlepszego szampana, ofiarowa jej bukiet najbardziej finezyjnych kwiatw, piercionek z brylantem, futro, zabra do najlepszego hotelu w miecie i wtedy..
-- Tato, a spacery w blasku ksiyca? a romantyczne wieczory? a..
-- To bujdy wymylone przez OpenSource'owcw, eby sobie mogli za darmo co poderwa..

Czy naprawd chcemy takiego wiata? Czy nie lepiej..

Wyobra sobie ksigarni. Bierzesz z niej ksik, czytasz, jeli spodoba Ci si, uznasz dzieo za tego warte -- wysyasz symboliczn zotwk autorowi. Zotwk, ktrej nie przejada piciu porednikw -- ktra w caoci lduje w kieszeni Twrcy. Per analogiam -- wyobra sobie utwr muzyczny, film, program.. Miast zotych pidziesiciu -- za "produkt" pacisz jego Twrcom zotych pi.

Tak, wiem, moliwe tylko w wiecie, gdzie ksik mona dosta bez kosztowego papieru, film czy pyt bez nonika.. zgadza si, Internet.

A teraz wyobra sobie uczelni, na ktrej kiepscy wykadowcy nie dostaj pienidzy. Na ktrej Ci, ktrzy nie chc studentowi suy -- wcale suy nie musz, do domu id. Na ktrej im lepszy, im bliszy idei prawdziwego Mistrza -- tym lepiej mu si wiedzie, tym bardziej doceniany, rwnie w wymiarze materialnym. Uczelni, szko redni, podstawwk -- pene tych, ktrzy potrafi naucza, wyjania, pociga za sob..

I ulice "na bysk" pozamiatane przez spenionych w ten sposb sadystw, co to dzi maj aspiracje, by gnbi dzieci..

Zobacz szczliwych, mdrych ludzi, ktrzy za dostp do wiedzy nie musz paci astronomicznych sum, ktrzy gdy ju cokolwiek pac -- pac jedynie tym, ktrzy na pienidze te zapracowali. Wyobra sobie nad wyraz prnie funkcjonujce biura, urzdy -- gdzie "Przerw mam, nie widzi Pan?" odeszo razem z podmiotem je wypowiadajcym, gdzie ludzie ceni swj czas, szanuj siebie nawzajem, gdzie..

To nasz wiat.

wiat, do ktrego pierwszym krokiem jest wizja OpenSource -- gdzie cay dorobek kulturalny ludzkoci jest dla niej dostpny za darmo; gdzie ludzie przyzwyczajeni s nagradza trud tych, na ktrych pracy w taki czy inny sposb skorzystali; gdzie nie ma monopolu, spraw publicznych zaatwianych pod stoem, tylu bezsensownych decyzji..

A co z nieborakami? Co z tymi, co to im nie wychodzi?

Niech sprbuj czego innego: niech chleb piek, mleko roznosz -- czy nie lepsze to dla Twoich dzieci, ni by kolejny nieudacznik mia przez swoje chore wizje zaprzepaci ich szans na rozwj? Czy nie lepiej, by Ci mdrzy, ktrych dzi zjada machina marketingowa zajli miejsca tych, ktrych machina ta za wszelk cen promuje?

Wiem, utopi snuj. Ale nawet dziesita cz tej utopii czyni ycie milszym, prostszym; okazji do frustracji oszczdza; do porzdkowania absurdw codziennoci skania..

verte »