zapiski
konfabulacje
fiszki
felietony
recenzje
fotografie
o..
kontakt
szukaj:

piotr.chlipalski
© 1996 - 2010
« verte


Po艣liniwszy opuszki palc贸w, skr臋ci艂a mi臋dzy nimi czarny knot 膰mieczki, skr臋ci艂a, wyprostowa艂a i a偶 zamrucza艂a z zadowolenia. Bawi艂a si臋 doskonale, nie mia艂em w膮tpliwo艣ci, dla takich chwil 偶y艂a. Przysun臋艂a p艂on膮c膮 zapa艂k臋 do knota. Widzia艂em pani膮 Marj臋 z boku, pochylon膮 nad mahoniowym sto艂em, jak ostro偶nie si臋ga ku 膰mieczce od g贸ry, p艂omie艅 niemal dotyka艂 jej palc贸w. Rozleg艂 si臋 cichy trzask, niczym p臋kni臋cie drobnej ko艣ci albo uderzenie rzemienia o drewno, i ogie艅 przeskoczy艂 na 膰mieczk臋, w u艂amku sekundy odwracaj膮c barw臋. Pok贸j wype艂ni艂a jaskrawa ciemno艣膰. [..]

膯miat艂o zapewne wyciek艂o dalej, za okno - nad ulic膮 Ch艂odn膮 musia艂o si臋 zrobi膰 ciemniej i je艣li kt贸ry艣 z przechodni贸w uni贸s艂 g艂ow臋, ujrza艂 na drugim pi臋trze czynszowej kamienicy, mi臋dzy prostok膮tami roz艣wietlonych 偶贸艂to szyb, jedno okno smoli艣cie czarne. Natomiast tu, wewn膮trz, granice mroku wyznacza艂y przedmioty znajduj膮ce si臋 na granicy 膰miat艂a - rzucane przez nie 艣wiecienie k艂ad艂y gieometryczne plamy 艣wiat艂o艣ci. [..]

膯miat艂o nie stanowi艂o jednak prostego rewersu 艣wiat艂a; nie op艂ywa艂o przeszk贸d po linjach prostych, a same granice mroku i 艣wiecienia nie pozostawa艂y niezmienne. Szafa si臋 nie porusza艂a, 膰mieczka nie zmienia艂a po艂o偶enia, a przecie偶 prostok膮d blasku na tapecie za boczn膮 艣ciank膮 mebla to kurczy艂 si臋, to rozdyma艂, linja 艣wiat艂a i ciemno艣ci wygina艂a si臋 elipsoidalnie, to na zewn膮trz, to do wewn膮trz, z g贸rnego rogu 艣wiecienia wyrasta艂o co chwila lejkowate przed艂u偶enie blasku, rozszerzaj膮ce si臋 a偶 na sufit, by zaraz zwin膮膰 si臋 w siebie i wbi膰 krzywym k艂em ciemno艣ci w g艂膮b 艣wiecienia...


Scott Adams (autor «Dilberta») swego czasu dowodzi艂, 偶e bycie najlepszym w jednej dziedzinie to.. nie do ko艅ca najlepszy pomys艂. zbyt du偶a konkurencja i spore prawdopodobie艅stwo, 偶e poprzeczka i tak jest ju偶 za wysoko. mo偶e nie jest to najbardziej stymuluj膮ca informacja, ale – sp贸jrzmy prawdzie w oczy – wielu oszcz臋dzi przykrych rozczarowa艅.

Adams postuluje w zamian bycie ca艂kiem niez艂ym w kilku wybranych dziedzinach i umiej臋tne tych dziedzin po艂膮czenie. i, w zasadzie, ma racj臋. dowodzi tego na swoim przyk艂adzie – jako wcale nie najlepszy rysownik, bynajmniej nie najlepszy komik, a ju偶 absolutnie nie najlepszy pracownik biurowy – nie znalaz艂 w okolicy zbyt wielu ca艂kiem niez艂ych komik贸w-rysownik贸w znaj膮cych si臋 na codziennym 偶yciu pracownika korporacji. strza艂 w dziesi膮tk臋, s艂awa, bogactwo, no i robi to, co kocha.

«specjalizacja jest dla insekt贸w» spuentowa艂by Heinlein.

Neron mia艂 racj臋.

mniej wi臋cej raz w tygodniu, najcz臋艣ciej w okolicach niedzieli, zgadzam si臋 z facetem, kt贸ry ponabija艂 chrze艣cijan na pale i podpali艂. no dobra, mo偶e odrobin臋 przesadzam. ja tylko.. zupe艂nie spontanicznie sympatyzuj臋 z jego.. hm. frustracj膮.

owszem, chrze艣cija艅stwo by艂o zagro偶eniem dla 贸wczesnego status quo, negowa艂o rzymskich bog贸w, nadto solidnie miesza艂o w g艂owach niewolnik贸w, jednak to, co zazwyczaj przechyla szal臋 (zw艂aszcza, gdy kto艣 jest z urodzenia lekko ob艂膮kanym piromanem - powszechne uznanie go za wybra艅ca bog贸w te偶 sprawy raczej nie u艂atwia), co mog艂o by膰 iskr膮 odpowiedzialn膮 za po偶ar Rzymu, to w艂a艣nie frustracja.

wyobra藕 sobie Cesarstwo. wspomnij Pax Romana - wszystkie te podbite ziemie, po艂膮czone sieci膮 dr贸g. solidnie ubitych, kamiennych dr贸g, kt贸re, jak uczy historia, wszystkie prowadz膮 do Rzymu. i wyobra藕 sobie, 偶e na skrzy偶owaniach tych dr贸g, co rusz, zbiera si臋 garstka ludzi by patykami kre艣li膰.. symbol ryby. stoj膮 w k贸艂ku, na samym 艣rodku drogi. zapatrzeni w ziemi臋, oderwani od 艣wiata materialnego, wszystko maj膮 wsp贸lne i zupe艂nie nie interesuje ich, co dzieje si臋 wok贸艂. maj膮 swoje patyki, maj膮 swoje ryby. a wok贸艂 dzieje si臋.. korek.

no dobrze, konkretyzujmy. to ten facet przed tob膮, pewnie mi艂y, sympatyczny, uczciwy i mi艂osierny, bo przecie偶 na klapie od baga偶nika ma ryb臋 - znaczy si臋 - pe艂n膮 g臋b膮 chrze艣cijanin. wi臋c, zgodnie z tradycj膮, 艣wiata poza t膮 swoj膮 ryb膮 nie widzi i 艣wiat mu oboj臋tny, oboj臋tne te偶 lusterka i inni (z ryb膮 czy bez - tu tradycja odrobin臋 szwankuje) u偶ytkownicy dr贸g. sunie stateczne dwadzie艣cia trzy kilometry na godzin臋, samym 艣rodkiem drogi; zwalnia na zielonych 艣wiat艂ach, a gdy mrugnie pomara艅czowe - natychmiast hamuje. wreszcie - zielone - a on, jakby wytr膮cony z religijnej ekstazy, przez par臋 sekund przypomina sobie, gdzie jest, potem zaczyna szuka膰 dr膮偶ka skrzyni bieg贸w, wreszcie, w przeb艂ysku 艣wiadomo艣ci, wrzuca jedynk臋 i przy odrobinie szcz臋艣cia rusza, nim imperatyw kategoryczny wci艣nie za niego hamulec na widok pomara艅czowego. szlag, zbyt gwa艂townie pu艣ci艂 sprz臋g艂o.

i to ten moment, gdy rozumiem obaw臋 o Cesarstwo, rozumiem dylemat, mo偶e wcale nie tak ob艂膮kanego, Cezara - parali偶 komunikacyjny Imperium kontra par臋 偶ywych pochodni..

wszyscy wybraliby艣my tak samo.

verte »
« verte